Defragmentacja Androida, czyli dlaczego tak jest?

Defragmentacja Androida, czyli skąd taka sytuacja się wzięła i czy można temu zaradzić?

Android jest najpopularniejszym mobilnym systemem operacyjnym. Pod jego kontrolą działa cała multum telefonów, tabletów czy nawet komputerów. Wykorzystywany jest przez niezliczoną liczbę producentów urządzeń mobilnych, ale również zabudowy użytkowej, takiej jak lodówki czy pralki. W końcu Androida stworzono z myślą o aparatach fotograficznych. Postaram się wyjaśnić dlaczego największą bolączką sprzętu działającego pod jego kontrolą jest tak zwana defragmentacja. Nie będę jednak opisywał tutaj co miesięcznych raportów Googla na temat udziałów rynkowych kolejnych wersji Androida, gdyż jest to tak popularny i już wygnieciony temat o którym można znaleźć ogrom artykułów. Skupię się natomiast na przyczynach tego zjawiska.

W dwóch słowach jednak należy napisać czym jest ta sławetna defragmentacja. Otóż, Android co roku dostaje większą aktualizacje, oznaczoną kolejną literką alfabetu będąca skrótem od nazwy jakiejś słodyczy, jak na przykład stary już Android „K” 4.4 KitKat, lub nowszy Oreo „O” 8.0. Niestety najnowsze wersje nie trafiają na starsze telefony szybko, lub w ogóle. Dlatego najpopularniejszą wersją Androida obecnie jest dwu letnia dystrybucja. I to w dwóch słowach nazywane jest defragmentacją.  W przypadku iOSa czyli systemu operacyjnego na iPhonach i innych produktach firmy Apple aktualizacja jest dostępna nawet dla użytkowników iPhona 5 (który ma już 7 lat) i to w dniu premiery. Dla przeciętnego telefonu z Androidem jest to nie do osiągnięcia.

android defragmentation 300x293 - Defragmentacja Androida, czyli dlaczego tak jest?

Źródło: developer.android.com

 

Drogą wstępu jeszcze dodam fakt (który później wyjaśnię), że porównywanie Androida do iOSa jest kompletnie bez sensu (pod względem aktualizacji), a zarazem jest jedynym słusznym, co można zrobić.

Żeby zrozumieć ideę, odnieśmy się do aktualizacji iPhonów. Apple, czyli właściciel iOSa, wypuszcza co jakiś czas aktualizację. Jako że ich system jest dostępny tylko i wyłącznie dla urządzeń tej firmy, liczba sprzętu jaki trzeba przygotować pod nią jest stosunkowo mała i policzalna. Oznacza to, że Apple ma dość proste zadanie wypuszczenia aktualizacji tylko i wyłącznie na urządzenia wypuszczone przez nich samych, które działają z grubsza w tej samej technologi. Dlatego aktualizacje są szybkie i bezproblemowe w większości przypadków. Ludzie tworzący takowe updaty działają całkowicie na swoim własnym poletku i nie muszą zastanawiać się jak system zachowa się przy próbie instalacji na Snapdragonie, skoro jedyny procesor pod którym jest aktualizacja ma działać to CPU zaprojektowane by Apple.

W przypadku Androida, jest Google, który kupił ten system szmat czasu temu. Ten wypuszczając kolejną wersję Androida musi myśleć nad urządzeniami które będą działały na Snapdragonie, MediaTeku, czy autorskich rozwiązaniach Huaweia i Samsunga. Również inną trudnością jest multum tych urządzeń, każde o innym wyświetlaczu, ramie, płycie głównej czy ogólnie o różniących się komponentach. Oczywiście Google nie tworzy aktualizacji dla wszystkich biliardów urządzeń działających pod kontrolą ich systemu. Aktualizacje nad którymi się skupią idą dla Pixeli, czyli kiedyś Nexusów; są to telefony w tej samej sytuacji co iPhony dla Appla, czyli sprzęt ściśle związany z firmą: „rodzimy”. Dla reszty urządzeń Google wypuszcza wersję czystą Androida, tak zwaną vanilię, lub AOSP czyli Android Open Source Project. Jest to obraz systemu bez dodatków od Googla, dla większości użytkowników bezużyteczny, bo bez Sklepu Play, czy aplikacji Googla zwanych GApps. Producent, na przykład Samsung musi sam dostosować tę wersję do własnych potrzeb. Oraz jako, że Google (z powodu open-source) nie może bezpośrednio czerpać dochodu z Androida obciąża producenta za dostęp do jego GApps właśnie. Z kolei firma która chce aby model smartfona dostał aktualizacje, poza zapłaceniem Googlowi, musi przystosować wszystkie komponenty pod nową wersje, cały hardware musi działać z nowym systemem. Do tego większość producentów dodaje tzw nakładkę na Androida, czyli zazwyczaj graficzny user interface który zmienia to jak wygląda Android, dodaje (lub odejmuje funkcje), czy wspiera rozwiązania których wersja czysta Androida nie ma, gdyż występują tylko u tego konkretnego producenta (na przykład suwak wyciszający telefon znany z OnePlusów, lub specyficzne 4 aparaty z nowych Huaweiów). Nakładka tworzy z Androida konkretny, czyli rozpoznawalny wygląd softu dla konkretnego producenta. Na przykład MIUI jest tylko na smartfonach Xiaomi, czy OneUI od Samsunga występuje tylko w serii galaxy.

Aby jakiś telefon dostał aktualizacje, a nie jest to Pixel, producent musi wykonać sporo pracy aby już sprzedany model, w który inwestycja nie spłaci się  szybko, wepchnąć nową wersje systemu, przez co ten stanie się lepszy i użytkownicy nie będą mieli po co kupować nowego modelu. Głównie z tego powodu aktualizacje na Androidzie to rzadkość, a Android 9.0, czyli najnowsza odsłona ma parę procent udziału (lekko ponad 10% w przeddzień premiery kolejnej wersji), gdzie najpopularniejszą odsłoną jest Marshmallow 6.0 z 2015 roku. Nowe wersji Androida zamiast być wgrywane na stare, np roczne modele witają użytkowników tylko gdy ci kupią nowy telefon. Smutne, lecz tak się dzieje.

Android marshmallow techtecular 1 300x170 - Defragmentacja Androida, czyli dlaczego tak jest?

Źródło: www.xda-developers.com

Dlatego to rozbicie wersji Androida na rynku telefonów przedstawia się w ten sposób. Jednym słowem nie dlatego, że Google jest zły, ale z powodu samych producentów którzy wolą wypuszczać nowe telefony i kasować za nie więcej niż inwestować w nawet pół roczny sprzęt. Apple nie ma tego problemu, ale dlaczego i jak jest dobrym tematem na inny obszerniejszy artykuł.

Teraz ten trapiący od początku temat: czyli dlaczego porównanie iOS vs Android pod względem aktualizacji nie ma sensu w obecnej postaci przedstawianej przez wszystkie porównania. Otóż, jeśli weźmiemy te dwa systemy oraz firmy które je tworzą plus częstotliwość aktualizacji na urządzeniach rodzimych, to obie stoją na tym samym poziomie. Nowe wersje trafiają na iPhony i Pixele w dniu ich premiery, a temat bugów czy kompatybilności stoi na wzorowym poziomie u obu gigantów. Wszyscy winę defragmentacji Androida przypisują Googlowi I tylko Googlowi, co jest po części prawdą lecz firma ta nie odpowiada po całości za to że innym się nie chce. Google jest właścicielem Androida, lecz nie tworzy aktualizacji dla wszystkich, nie odpowiada za to że jakiś tam telefon jej nie dostał w terminie. Oczywiście, ten problem musi rozwiązać Google. I gigant coś robi w tej sprawie, lecz jest to nadal dużo za mało. Dopiero nie dawno firma wprowadziła obostrzenia co do ilości aktualizacji każdego telefonu który wychodzi z nowym Androidem na pokładzie. Do tego projekt Treble ułatwiający kompilowanie updatów pod każdy konkretny telefon, czy w końcu telefony z Android One czyli czystym Androidem ,,jak fabryka dała” zmuszającym do co najmniej dwóch lat wsparcia. Ostatnią nowością jest Project Mainline który ma zapewnić aktualizacje części systemu przez Sklep Play, czyli bez konieczności pełnej aktualizacji. Nadal jednak nie widać efektów tych działań, a żeby je zobaczyć potrzeba sporo czasu.

phone 300x191 - Defragmentacja Androida, czyli dlaczego tak jest?

Źródło: pixabay.com

Porównywanie Androida do iOSa pod względem aktualizacji po powyższym akapicie straciło sens, lecz nadal potrzebujemy tego punktu odniesienia, do czegoś musimy porównywać jedną sytuacje do drugiej. Skoro Apple podchodzi do niej świetnie, a liczba użytkowników Pixeli jest kropelką w morzu to jedynym słusznym wyborem jest porównywanie do jabłkowego systemu.  Bo do czego innego moglibyśmy porównywać? Czy zostaje nam coś innego oprócz iOSa? No nie za bardzo, teoretycznie jest jeszcze Windows Mobile, Windows 10 Mobile? Windows Phone? Jakkolwiek się on nie nazywał to już nie jest wspierany, a jeśliby był to słupek jego popularności na tle Andoida czy iOSa nawet nie odbiłby się od ziemi.

Pozostała jeszcze jedna sprawa, czyli co mogę zrobić? Chcąc zostać przy Androidzie? Można wybierać telefony marek które aktualizują telefony przez parę lat, takich jak OnePlus, lub smartphony z Android One które muszą dostać te 2 lata aktualizacji, czyli dwa-trzy duże updaty. W świecie w którym Samsung Galaxy s7 <nadal świetny flagowiec w pełni spełniający się na co dzień> po dwóch latach wolnych aktualizacji przestał być wspierany ciężko rzucać konkretnymi producentami.  Jest jeszcze jedna opcja, choć nie dla wszystkich.

Android jest systemem typu open-source, w luźnym tłumaczeniu: otwartego źródła. Czyli każdy zainteresowany może pobrać cały system i dowolnie go modyfikować, następnie zainstalować u siebie i udostępnić na cały świat. Kod źródłowy iOSa z kolei jest ściśle chroniony prawami autorskimi i nikomu nie udostępniany.  Za udostępnienie takowego kodu można zapłacić ogromną grzywnę i nawet pójść do więzienia. Na to czy open-source ma sens czy nie przyjdzie jeszcze artykuł i pora, ale co to zmienia?

Dzięki temu, że Google jest zmuszony do udostępniania czystego kodu źródłowego kolejnych wersji Androida za darmo, zyskują moderzy, czyli twórcy tzw ,,Custom Romów”, czyli systemów opartych na Androidzie, lecz zmienionych w dowolny sposób. Dzięki temu każdy posiadacz Androida może liczyć na nowy system przeportowany (lub stworzony od zera) na jego telefon, co daje możliwość uzyskania najnowszej wersji i łatek bezpieczeństwa sporo szybciej niż normalnie. Na stronie xda-developers.com można znaleźć całą masę systemów. Nie jest to proces ,,jeden klik i jest”, wymaga pewnej wiedzy, ale wyszukiwarka twoim przyjacielem we wszystkim pomoże. Dzięki Custom Romom telefon typu Nexus 4 z 2012 roku może posiadać najnowszego Androida 9.0 co jest imponujące. Oczywiście wiąże się z tym parę haczyków głównie stabilności i bezpieczeństwa (co oczywiście zależy od ‘custom roma’ i ilości pracy jaką twórca włożył), ale każdy zainteresowany znajdzie odpowiedni poradnik w internecie który ułatwi wybranie odpowiedniej dystrybucji. Najpopularniejszą jest LineageOS. Dla tych co chcą rozszerzyć wiedzę kanał Linus Tech Tips zrobił dokładnie to porównując Androida i iOSa sprzed paru lat wgrywając na robocikowy telefon najnowszą wersje systemu z nieoficjalnego źródła:

Film jest po angielsku, ale w skrócie wniosek wynika z niego jeden: Flagowce kosztują w ostatnich latach kosmiczne pieniądze, na szczęście również tanieją szybciej niż kiedyś. Przez co taki sprzęt sprzed paru lat nadal może być świetnym urządzeniem na co dzień w cenie ułamka tego co w dniu premiery. Trzeba co prawda poświęcić godzinkę na doprowadzenie go do porządku, ale wszystko to i tak wyjdzie znacznie taniej niż kupowanie nowego sprzętu który zazwyczaj jest wyceniony kosmicznie.